Dlaczego te kwiaty przyciągają więcej zapylaczy niż inne

Na grządce dzieje się coś, co wygląda jak ogrodowa rewolucja w miniaturze.

Podczas gdy różowe petunie stoją prawie puste, żółte aksamitki tuż obok wibrują brzęczeniem pszczół i trzmieli, jakby rozdawano tam miód za darmo. To samo słońce, ta sama ziemia, ten sam schemat podlewania – a mimo to zupełnie inny ruch.

Ogrodniczka Jana pochyla się nad kwiatami, marszczy brwi i coś mamrocze pod nosem. „Dlaczego te pszczoły zawsze wybierają ten jeden kawałek grządki, a resztę mają w nosie?” pyta półgłosem. Obserwuje, jak jeden trzmiel krąży wokół trzech konkretnych kwiatów, podczas gdy inne omija szerokim łukiem, jakby w ogóle nie istniały.

Może zauważyliście to też. Dwa gatunki kwiatów, oba piękne, oba kwitnące – a zapylacze interesuje tylko jeden. Niektóre kwiaty po prostu działają jak magnes. Inne zostają w tyle.

Co kwiaty „szepczą” pszczołom: kolor, zapach i kształt

Pierwsza rzecz, która uderza nas w kwiatach, to kolor. U pszczół i trzmieli działa to podobnie, tylko ich „paleta” wygląda inaczej. Widzą głównie odcienie niebieskie, fioletowe i żółte, natomiast czerwień odbierają raczej jako szarą plamę. Więc ta ognista czerwona pelargonia, którą uwielbiasz na balkonie, jest dla pszczoły czymś w rodzaju niewyrażnego tła za oknem.

Kwiaty, które przyciągają najwięcej zapylaczy, często łączą wyrazisty kolor, prosty kształt i łatwo dostępny nektar. Z daleka świecą jak neonowe reklamy. Z bliska oferują jasną trasę „tutaj, tu jest bar”. Niektóre mają nawet wzory UV, których my nie widzimy, ale pszczoły tak – coś jak pas startowy na lotnisku.

Wyobraźcie sobie dwie grządki. Na pierwszej masa pełnych ozdobnych róż z setką płatków. Na drugiej zwyczajne, proste kwiaty lawendy, aksamitek i słoneczników. Ludzkie oko często przyciąga ta pierwsza, „luksusowa” wersja. Pszczele oko jednak głosuje za drugą. Lawenda potrafi w upalny letni dzień przyciągnąć dziesiątki pszczół na kilka metrów kwadratowych, podczas gdy mocno wyhodowana róża oferuje często prawie żaden nektar.

Na uniwersytetach już istnieją badania, które mierzą „ruch” zapylaczy w różnych typach ogrodów. Ogrody z przewagą prostych, rodzimych gatunków kwiatów mają nawet kilkakrotnie wyższą frekwencję pszczół i trzmieli niż te z ozdobnymi, pełnokwiatowymi odmianami. Przyciąganie nie polega na tym, co najpiękniejsze dla Instagrama, ale na tym, co najbardziej pożywne i czytelne dla owadów.

Gdy przyjrzymy się bliżej, logika jest dość bezlitosna. Zapylacz jest jak zmęczony kurier na rowerze – potrzebuje szybko znaleźć źródło energii, nie tracić czasu i jechać dalej. Kwiaty, które mają otwarty środek, dostępne pręciki i słupki oraz wyraźny kształt, są dla niego pewnym zakładem. Pełne formy, skomplikowane ozdobne kształty lub kwiaty bez zapachu są dla owadów często labiryntem bez nagrody.

Kolejną warstwą są zapachy. Dla nas delikatna, prawie niezauważalna nuta kwiatowa może być dla pszczoły dosłownie syreną. Niektóre gatunki kwitną głównie rano lub wieczorem, kiedy zmienia się intensywność zapachu i aktywność zapylaczy. A do tego dochodzi jeszcze pogoda, temperatura, wiatr. Czasem wygląda na to, że kwiaty „milczą” – w rzeczywistości jednak wysyłają sygnały w rytmie, którego my po prostu nie odbieramy.

Jak zamienić swój ogród w magnes na zapylacze

Jeśli chcecie, żeby u was w ogrodzie brzęczało, zaczyna się od wyboru gatunku. Sięgnijcie po lawendę, budleję (tzw. krzew motylkowy), macierzankę, faceliję, aksamitkę, słonecznik, echinaceę. Zwykle mają proste kwiaty, obfity nektar i długo kwitną. Zamiast dziesięciu przypadkowych gatunków spróbujcie spokojnie trzech do czterech, ale w większej ilości – pszczoły lubią „stoły bufetowe”, nie samotny talerz.

Dużą rolę odgrywa też timing. Łączcie kwiaty wiosenne (fiołek, miodunka, drzewa owocowe), letnie (lawenda, chaber, oregano) i jesienne (aster, rozchodnik). Dzięki temu zapylacze mają co zbierać od marca spokojnie do października. Gdy do tego na skraju wysiejecie pas niepokoszonej łąki lub zostawicie „dziki kącik” ze stokrotkami i koniczyną, stworzycie różnorodną mapę źródeł przez cały rok.

Ten słynny „dziki kącik” to też świetny plaster na to, że człowiek po prostu nie zdąża wszystkiego pielęgnować. Ogród, który nie jest sterylnie wypielęgnowany, jest często dla owadów najhojniejszy. Czasem wystarczy zostawić kawałek trawnika do wykwitnienia, nie stosować chemii na mszyce i nie usuwać natychmiast każdego chwastyka, który postanowi wyrosnąć między fugami chodnika.

Bądźmy szczerzy: nikt nie jest codziennie z konewką i podręcznikiem „idealnego ogrodu pszczelego” w ręku. Czasem po prostu podlewamy, kiedy sobie przypomnimy, i raz na jakiś czas przycinamy to, co już przeszkadza. Ważne, żeby nie zniechęcać się uczuciem, że trzeba mieć wszystko od razu idealnie. Każdy metr kwadratowy przyjazny dla zapylaczy się liczy.

Częstym błędem jest sadzenie tylko według wyglądu z katalogu. Zdjęcie wspaniałej pełnej piwonii wygląda świetnie, ale kiedy odkryjecie, że przez całe lato nie przeleci koło niej ani jedna pszczoła, przychodzi lekkie otrzeźwienie. Kolejna częsta wpadka: przesadny porządek. Przycięte, posprzątane, bez jednej „nieplanowanej” rośliny. Dla nas piękne, dla owadów prawie martwa strefa.

Wszyscy już przeżyliśmy ten moment, kiedy staramy się mieć ogród jak z czasopisma, a gdzieś w kąciku głowy gryzie nas poczucie, że to wszystko trochę wbrew naturze. Spróbować przesunąć poprzeczkę z „idealnego” na „żywe” to często najlepsze, co możecie zrobić dla pszczół, motyli i trzmieli. A swoją drogą także dla siebie.

„Jak tylko dodacie do ogrodu kilka prostych, miododajnych gatunków i pozwolicie im rosnąć przez kilka lat, zaczniecie słyszeć różnicę. Ogród dosłownie zmienia dźwięk,” mówi doświadczony pszczelarz i hodowca ziół Paweł K.

  • Preferujcie proste, rodzime gatunki zamiast ekstremalnie wyhodowanych odmian.
  • Sadźcie kwiaty w grupach, nie pojedynczo „na sztuki”.
  • Zostawcie przynajmniej kawałek ogrodu rosnący naturalnie i bez chemii.

Co się dzieje, gdy spojrzymy na kwiaty ich oczami

Gdy usiądziecie latem przy grządce i naprawdę zatrzymacie się na kilka minut, zaczyna się przed wami rozwijać zupełnie inny świat. Pszczoła przylatuje, krótko krąży, dotyka jednego kwiatu, od razu go opuszcza i kieruje się do innego. Trzmiel natomiast zagłębia się w kwiat głęboko i niemal sprawia wrażenie, jakby zasnął. Motyl ląduje na brzegu kwiatu, powoli składa skrzydła i jakby zastanawiał się, czy warto podjąć ten wysiłek.

To, co z daleka wygląda na chaotyczny ruch, jest właściwie serią mikrodeckyzji. Który kwiat ma jeszcze dość nektaru. Gdzie jest odpowiednia temperatura. Jak daleko jest następna kwitnąca roślina tego samego gatunku. Ewolucja dostroiła kwiaty i zapylacze do bardzo precyzyjnej współpracy. Roślina oferuje kolor, kształt i nagrodę w postaci nektaru, owad dostarcza „usługę kurierską” pyłku z jednej rośliny na drugą.

Niektóre kwiaty nawet zmieniają w ciągu dnia ilość nektaru lub siłę zapachu. Poranne kwiaty przyciągają inny gatunek owadów niż te wieczorne. Niektóre rodzaje są dostosowane raczej do trzmieli z ich mocniejszym ciałem i zdolnością otwierania cięższych kwiatów. Inne liczą na delikatny dotyk motylch skrzydeł. Gdy już raz wiecie, że ta „tajna umowa” istnieje, zaczniecie patrzeć na własny ogród innymi oczami.

Kiedy zastanawiamy się, dlaczego niektóre kwiaty przyciągają więcej zapylaczy niż inne, nie chodzi tylko o ogrodniczy trik. Dotykamy tego, jak w ogóle funkcjonuje sieć życia wokół nas. Gdy posadzicie więcej „atrakcyjnych” kwiatów, nie staniecie się tylko ulubionym sąsiadem pszczół. Przyczynicie się do tego, że w okolicy będzie więcej owoców, więcej nasion, więcej pokarmu także dla ptaków i innych zwierząt.

Może przy następnej wizycie w centrum ogrodniczym zatrzymacie się o kilka sekund dłużej przy zwykłej lawendzie lub skromnej aksamitce. I może zadacie sobie pytanie: którym kwiatom oddałaby głos pszczoła, gdyby miała kartę płatniczą i koszyk zakupowy?

Kluczowy punkt Szczegół Korzyść dla czytelnika
Kolor i kształt kwiatu Odcienie niebieskie, fioletowe i żółte oraz prosty kwiat przyciągają pszczoły bardziej niż skomplikowane, pełne formy. Pomoże wybrać rośliny, które przyniosą do ogrodu widocznie więcej życia.
Długość i timing kwitnienia Kombinacja kwiatów wiosennych, letnich i jesiennych zapewnia stałe źródło nektaru. Pozwoli mieć „brzęczący” ogród od wiosny do jesieni, nie tylko kilka tygodni w roku.
Styl pielęgnacji ogrodu Mniej chemii, trochę „dzikości” i kwitnący trawnik tworzą idealne zaplecze dla zapylaczy. Pokazuje, że nawet mniejszy wysiłek i większa naturalność mogą mieć ogromny wpływ.

FAQ:

  • Dlaczego moje wspaniałe róże prawie nie odwiedzają pszczoły? Wiele ozdobnych róż jest wyhodowanych głównie dla wyglądu, nie dla nektaru. Pełne kwiaty mają tyle płatków, że pszczoły trudno znajdują drogę do pyłku, albo prawie nie ma tam żadnej nagrody.
  • Które kwiaty są na początek najpewniejszym wyborem dla pszczół? Lawenda, aksamitka, echinacea, facelia, chaber, oregano i macierzanka. Łatwo się uprawiają, a pszczoły je uwielbiają.
  • Mam mały balkon, czy ma sens zajmować się zapylaczami? Zdecydowanie. Nawet kilka doniczek z lawendą, ziołami lub aksamitkami może być dla miejskich pszczół cennym przystankiem na „dalekim szlaku”.
  • Przyciągam kwiatami też osy, czy to nie problem? Osy wolą bardziej słodkie napoje i mięso niż kwiaty. Pszczeli i trzmielo-przyjazny ogród może być żywy, nie stając się osim obozowiskiem. Pomaga trzymać przekwitnięte owoce i resztki jedzenia z dala od głównego miejsca wypoczynku.
  • Wystarczy, że przestanę używać chemicznych oprysków? To duży krok we właściwym kierunku, ale największy efekt ma kombinacja – bez chemii, plus więcej miododajnych kwiatów i mniej „sterylnego” trawnika.
Przewijanie do góry