Jestem lekarzem rodzinnym: ile naprawdę zarabiam po 11 latach praktyki

Wielu ludzi wyobraża sobie, że lekarz rodzinny bez wysiłku zarabia krocie. Rzeczywistość na co dzień bywa zupełnie inna i wiele zależy od lokalizacji praktyki, jej charakteru oraz osobistych wyborów lekarza. Historia pewnego doktora z regionu Gers pokazuje, ile samodzielnie pracujący lekarz rodzinny może faktycznie zarabiać miesięcznie – i co go to kosztuje, a także co zyskuje.

Życie między wsią a gabinetem

Rami, lekarz rodzinny z jedenastoletnim doświadczeniem, zdecydował się osiąść w małym miasteczku w departamencie Gers, niedaleko Auch. Region zna od dzieciństwa. To pomogło mu nie tylko w zaaklimatyzowaniu się w społeczności, ale również w negocjowaniu praktycznych warunków.

Burmistrz zaproponował bowiem, że gmina przejmie koszt wynajmu gabinetu, który wynosi około 550 euro miesięcznie. Dla wielu początkujących lekarzy to kluczowa pozycja, która może zdecydować, czy w ogóle zdecydują się na prywatną praktykę. Rami przyjął ofertę i opuścił stanowisko zatrudnionego lekarza w wielospecjalistycznym centrum, gdzie dotąd pracował z trzema innymi lekarzami rodzinnymi i dwoma specjalistami.

Bez czynszu lekarz na wsi ma niższe koszty stałe, ale nadal ponosi osobiste ryzyko przedsiębiorcy i musi zarządzać całą praktyką.

Model pracowniczy nie odpowiadał mu głównie ze względu na organizację pracy i rytm przyjmowania pacjentów. Jako samodzielny lekarz teraz planuje dzień według własnego uznania: gabinet otwiera o godzinie 9 i zazwyczaj kończy między 18 a 19.

Godziny przyjęć, dni wolne i pacjenci bez lekarza

Interesującym elementem jego funkcjonowania są dni „otwarte”. We wtorki i czwartki pacjent może przyjść bez rejestracji. To przyciąga także ludzi z sąsiednich departamentów, którzy nie mają swojego lekarza podstawowej opieki zdrowotnej.

W praktyce oznacza to większą presję czasową i nieprzewidywalną liczbę konsultacji. Jednocześnie jednak Rami pełni istotną rolę w systemie, gdzie wiele obszarów boryka się z niedoborem lekarzy rodzinnych. Osoby bez przypisanego lekarza często pokonują dziesiątki kilometrów tylko po podstawowe badanie.

Otwarte godziny przyjęć zwiększają obciążenie lekarza, ale dla wielu pacjentów stanowią jedyny realny dostęp do badania.

Od przejścia do prywatnej praktyki Rami opisuje znacznie lepszą jakość życia. Wieczorem zazwyczaj nie kończy po godzinie 20, jak to było wcześniej. Ma czas na rodzinę i przyjaciół, zmniejsza ryzyko wypalenia zawodowego i lepiej radzi sobie z długofalowym tempem pracy.

Mniej zróżnicowana klientela, inny rodzaj medycyny

W gabinecie pracowniczym miał bardzo zróżnicowane spektrum pacjentów: dzieci, nastolatków, osoby pracujące i seniorów. W nowej wiejskiej praktyce przeważają emeryci, według jego słów około 80 procent.

To zasadniczo zmienia charakter jego pracy. Zwiększa się liczba chorób przewlekłych, długoterminowych obserwacji i regularnych kontroli. Przypadków ostrych jest stosunkowo mniej, za to rośnie powtarzalność tych samych typów problemów – cukrzyca, nadciśnienie, choroby sercowo-naczyniowe czy choroby zwyrodnieniowestawów.

Wyższy odsetek seniorów oznacza więcej chorób przewlekłych, dłuższe konsultacje i większą odpowiedzialność za ogólny stan zdrowia pacjenta.

Ekonomicznie taka struktura może oznaczać również mniejszą zmienność świadczeń oraz stosunkowo stabilny, ale ograniczony wolumen fakturowania. Zakres usług jest mniej zróżnicowany niż w środowisku miejskim czy wielobranżowym.

Ile faktycznie zarabia: liczby bez upiększeń

Według jego słów Rami pracuje od 40 do 45 godzin tygodniowo. Po odliczeniu składek na ubezpieczenia społeczne (w tym przypadku odprowadzanych przez francuski URSSAF) pozostaje mu około 7300 euro miesięcznego dochodu netto.

To jest mniej więcej o 1000 euro mniej niż miał wtedy, gdy był zatrudniony w „dużym” centrum medycznym. Przejście do prywatnej praktyki nie oznaczało więc automatycznie wyższych zarobków. Zyskał jednak więcej swobody i lepszy podział między życiem zawodowym a prywatnym.

Parametr Wartość
Długość praktyki 11 lat
Czas pracy tygodniowo 40–45 godzin
Liczba pacjentów dziennie 15–18
Cena jednej konsultacji 26,50 €
Miesięczny dochód netto po odliczeniach ≈ 7300 €

Jego własne obliczenia pokazują, że mógłby zwiększyć dochód stosunkowo prosto: wystarczyłoby brać mniej urlopu, skrócić czas na jedno badanie i zwiększyć liczbę pacjentów dziennie. Taki model jednak odrzuca.

Więcej pacjentów oznaczałoby więcej pieniędzy, ale mniej czasu na każdego człowieka i wyższe ryzyko błędów czy wypalenia.

Dlaczego świadomie rezygnuje z wyższych zarobków

Z praktycznego punktu widzenia ma możliwość zwiększenia dziennej liczby konsultacji do ponad 20 i więcej. Mimo to pozostaje przy 15 do 18 pacjentach dziennie. Powodem jest czas, który chce poświęcić każdemu z nich.

Wiek jego pacjentów odgrywa dużą rolę. Starsza osoba często potrzebuje dłuższej rozmowy, wyjaśnienia leczenia, korekty leków lub pomocy z administracją. Szybki system „przejściowy” według niego przy takiej klienteli nie zadziałałby. Często rozwiązuje wiele problemów podczas jednej wizyty i musi być bardzo uważny na szczegóły.

  • Większość pacjentów ma jednocześnie kilka diagnoz.
  • Każda zmiana leków może wywołać skutki uboczne.
  • Często konieczna jest koordynacja z rodziną lub opiekunami.
  • Komunikacja bywa wolniejsza i wymaga cierpliwości.

Właśnie dlatego Rami nie chce skracać konsultacji do minimum. Postrzega medycynę bardziej jako długoterminową relację z pacjentami niż jako produkcję jak największej liczby świadczeń.

Koszty stałe: gdzie się oszczędza, a gdzie dopłaca

Brak czynszu stanowi dla jego praktyki znaczną oszczędność. To jednak nie oznacza, że gabinet funkcjonuje niemal bez kosztów. Oprócz składek na ubezpieczenia społeczne musi opłacać energię, wodę, sprzęt IT i oprogramowanie.

Niedawno dodał jeszcze jedną pozycję – usługę teleoperatora, który zdalnie odbiera telefony i rejestruje pacjentów. Kosztuje go około 500 euro miesięcznie. Mimo to wydatek ten uważa za sensowny, ponieważ podczas badania nie musi przerywać pracy z powodu dzwoniącego telefonu. Ogólny komfort w gabinecie rośnie także dla pacjentów.

Inwestycja we wsparcie administracyjne zmniejsza dochód netto, ale uwalnia możliwości lekarza do prawdziwej medycyny.

Dane francuskiej służby statystycznej DREES z 2017 roku wskazują, że przeciętny roczny obrót lekarza rodzinnego wynosi około 92 000 euro. Rzeczywisty zysk netto zależy następnie od tego, ilu pacjentów dziennie lekarz przyjmuje, w jakim regionie pracuje i jak wysokie ma koszty stałe.

Co z tego wynika dla zainteresowanych medycyną

Myślenie o karierze lekarza rodzinnego wyłącznie przez pryzmat kwoty na pasku wypłaty nie ma sensu. Historia Ramiego pokazuje, jak duży wpływ mają:

  • region i demografia pacjentów,
  • wybór między modelem pracowniczym a prywatnym,
  • gotowość gminy do wsparcia gabinetu (np. zerowy czynsz),
  • liczba przepracowanych godzin i długość urlopu,
  • czas poświęcony poszczególnym konsultacjom.

Przyszły lekarz może orientacyjnie obliczyć swój potencjalny dochód. Jeśli na przykład przyjmowałby 4 dni w tygodniu, widział 20 pacjentów dziennie i rozliczał 26,50 euro za konsultację, oznaczałoby to miesięczny obrót brutto około 8480 euro (przy 4 tygodniach). Po odliczeniu składek i kosztów rzeczywisty dochód netto byłby znacznie niższy. Jeśli dodamy piąty dzień roboczy lub godziny otwarte bez rejestracji, liczby szybko się zmieniają.

Ciekawą możliwość stanowi również połączenie praktyki ambulatoryjnej z innymi działaniami: dyżury w pogotowiu, szkolenia personelu medycznego, nauczanie studentów medycyny czy praca dla ubezpieczycieli i instytucji. Te dodatkowe zajęcia mogą zrównoważyć niższy dochód z gabinetu, jeśli lekarz zachowa dłuższe konsultacje i ludzkie podejście.

Z drugiej strony stoją ryzyka: większe obciążenie administracyjne, skomplikowane zobowiązania podatkowe, presja na szybkość badania i nieustanna dostępność dla pacjentów. Lekarz, który wybierze drogę podobną do historii Ramiego, stawia raczej na stabilny, solidny dochód, jakościowe relacje z pacjentami i zrównoważone życie osobiste niż na maksymalizację zarobków za wszelką cenę.

Przewijanie do góry